Sample Image





Dusząca atmosfera naprężonych stosunków pomiędzy rodzicami i dziećmi trwała przez okrągłe trzy tygodnie.
I nagle stał się... cud.
Przyjechał do Warszawy człowiek, którego poprostu zesłał los.
* * *
W czwartek dnia 15-go lutego zjawił się w Kancelarji Wieców Polskich obywatel, sędzia — człowiek.
Wąsy zawiesiste. Twarz poważna, oko jakby załzawione, na czole troska, ale i myśl. A taki trochę "starożytny", "szaraczkowy", prosty w mowie, jak linja matematyczna.
Siadł i zawahał się.
— Niech się pan nie dziwi staremu człowiekowi, bo jest ojcem, bo ma syna, bo syn zbuntował się przeciw szkole.
— Nie dziwię się, bo mam troje dzieci, które się także zbuntowały przeciw szkole.
— No, Bogu dzięki, to i pan ojciec... Ażeby też ojcowie nie mieli się porozumieć...
Jestem sędzia, ławniki, chłopy, pokazuję im telegram syna, pytam, co o tem myślą. Pomyśleli i powiadają: a proszę wielmożnego pana, trzeba z dzieciakami trzymać...
Ale żeśmy to prowadzili sprawę religji w Białej i w Siedlcach, więc dzieciaki nam wierzą. Powiadamy im: wracajcie do szkoły a my dalej zajmiemy się sprawą.
I dzieciaki wróciły do szkoły. Proszę pana, tu trzebaby coś podobnego zrobić, dzieciaki do szkoły a starsi zająć się sprawą szkoły.
— Nie wiem, czy się to uda, bo umysły są bardzo wzburzone.
— A coby pan powiedział, gdyby tak urządzić zebranie, na którem rodzice rozmówiliby się z kuratorem Szwarcem?
— Wspaniała myśl, polityczna myśl.
— A chwała Bogu! A tak mnie straszyli, że panowie będziecie temu przeciwdziałali! Uściskajmy się!
— Uściskajmy się!
— Ale czy kurator, zgodzi się na takie zgromadzenie?
— Może się zgodzi. Bo ja go znam, ja z nim szczerze, ja mu już dawniej mówiłem: kuratorze, bo będzie źle...
dziś młodzież rzuca kaloszami... a jak, panie, jutro zacznie brzuchy rozpruwać i wypuszczać jelita...
— Daj pan pozwolenie a my damy publiczność!


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 Nastepna>>